wtorek, 2 sierpnia 2016

Szkatułki dla dzieci

Ci co mnie znają już dłużej wiedzą, że uwielbiam robić szkatułki dla dzieci. Jest tyle pięknych motywów, które można dopasować do charakteru czy pasji dziecka, są piękne wzory z postaciami bajek a mało tego można przygotować dowolna. Akurat szkatułki Krainą Lodu to grafika:) Jeśli pamiętacie, to już jeden post o dziecięcych szkatułkach wcześniej się pojawił, dlatego wrzucam same nowości!
Podziwiajcie i komentujcie:)

















Nowe wycinanki :)

Od jakiegoś sporo zamówień przychodzi na literki lub cyferki i różne napisy. Z racji, że jest tu spore pole do popisu, bo napis może być stojący na podkładce lub jeśli grubsze litery osobno wycinane to i stojące samodzielnie, może być do powieszenia, może być w surowym drewnie lub pomalowany ew. zabejcowany tylko... no duuuuuużo by tu możliwości móc wymieniać, dlatego wszystko ustalamy indywidualnie. Puki co jestem na etapie literek z imieniem dziecka:) To jest teraz najpopularniejsze! Literki są wycinane każda osobno, podobnie jak na zdjęciu cyferki z tarczy zegarowej, pomalowane na wybrany wzór lub motyw, wszystko jest też ustalone marynarski np.:)
Zapraszam więc do oglądania efektów:)






sobota, 27 lutego 2016

Uzależnienie... chyba:D





Decoupage... dekupażyk....
Nie, nie będzie to post o tym czym jest decoupage:D Dziś napiszę o tym, że powoli mogę się nazwać decoupagowo uzależniona! I nie chodzi tu w cale o to, że nie robię już nic innego tylko kleję i maluję... Nie:D Wręcz przeciwnie!!
Dziś post o robótkowym zakupoholizmie!:D
Każdy chyba wie, że żeby coś zrobić trzeba najpierw się zaopatrzyć w odpowiednie materiały! I tu właśnie jest pies pogrzebany... Martusia nie ZNA UMIARU:P
Jak to wygląda...
Jest piękny i miły dzień, siadam do komputera lub telefony i zamierzam zamówić coś co akurat mi się kończy.. Ale nie może być tak prosto i ładnie!!! No nie... Klikam i klikam, tu coś... tam coś... Zbieram rzeczy do koszyk i okazuję się, ze z malutkiego zamówionka robi się ogromne!! Włącza się pikacz cenowy... hmm... usuwam kilka rzeczy... potem jednak znów je dodaję i suma sumarów realizuję zamówienie, często niemałe!!
Ogólnie mogłabym mieć u siebie wszystko!! Co chwilę pojawiają się nowości w których się zakochuję...

Farby akrylowe powoli wymieniam na farby kredowe-cudownie pokrywają i mają niesamowicie. Uwielbiam współpracować z American Decor. Są drogie, ale CUDOWNE! Już nawet nie wspomnę w jakich pięknych kolorkach są... mietowy czy pudrowy róż to chyba moje ulubione!:)
(zdjęcie zapożyczone ze strony retrodrobiazgi.com )



Lakiery to mam już swoje ulubione i tu nie ma co wybrzydzać czy wymieniać, oczywiście jeśli pojawią się znów godne uwagi nowości chętnie je też przygarnę i przetestuję:D Moim ulubionym jest lakier Maimeri szklący, samopoziomujący lub nie:)



I teraz.... najgorsza sprawa... SKERWETKI I PAPIER RYŻÓWY! Tego niestety nigdy nie mam dość... to chyba jedna z moich największych bolączek... Mam już tyle serwetkowych wzorów, że powoli mogłabym sklep otwierać! A wciąż wygrzebuję gdzieś jakieś nowe wzory, cudowne, które wręcz MUSZĘ nabyć:) O papierze ryżowym nie wspomnę... wzorów jest tyle, że głowa boli...Uwielbiam papiery ryżowe z tego względu, że łatwo się je przykleja, nie stwarzają problemów z rozłażeniem się przy klejeniu i mają te cudowne "włoski", które ja uwielbiam:) Niestety maja jedną wadę... są drogie:( 
I jeszcze coś o czym nie mogę zapomnieć... SZABLONY! Z nimi jest jak z serwetkami i papierem... NIE MAM DOŚĆ! Jest tyle wzorów, pięknych i ciekawcych.. Wmawiam sobie, że to jest bardzo uniewarsalne narzędzie przy pracy, więc zamawiam kolejne...



Nie byłoby decoupage bez drewienka!! Pudełeczka i cała reszta... kupuję kupuję i kupuję!! Czasem z dużym zapasem... Od niedawna lubuję się również w scrapkach, które dołączam do swoich prac, bo stwarzają niepowtarzalne efekty:) Mam tych cudeniek malutkich już chyba całe pudełko... różne, przeróżne.. nie umiem robić zamówienia i kupić scrapeczek:) Najgorsze, że ciągle mi ich mało!! Heh... Mam tu tylko taką cichą nadzieję, że jak mój mąż czanie mi wycinać to wszystko co chcę, to przestanę wydawać miliony na te cuda... zaoszczędzę i będzie na co innego, oczywiście dekupażowego:D No bo jakżeby inaczej:)

Oczywiście Ci co mnie znają, wiedzą, że kocham też robić biżuterię rzemykową. I tu niestety kolejny problem... Kolorowych rzemieni, koralików i zawieszek NIGDY U MNIE DOŚĆ!!:) No ba jak... jak tyle pięknych wzorów, a najczęście bransoletka powstaje na tyle spontaniznie, że dobieram w trakcie tworzenia zawieszki czy charmsiki... Błyszczące, malutkie, większe, z cyrkoniami czy bez, emaliowane lub w kolorze starego złota, serduszka, motylki, koniczynki itd itp... Nigdy nie wiem, co mi akurat się umyśli, więc musi być pewien ich zapas, prawda??:)

Niestety..w moim przypadku moje hobby nie należy do najtańszych! Może gdybym nie była dekupażową zakupoholiczką, kupowała tylko to niezbędne rzeczy nie puszczałabym się z torbami! No ale jak tu kupować tylko to co jest potrzebne, jak potrzebne jest przecież wszystko!!:D

środa, 24 lutego 2016

rozmyślania...

Długo myślałam, czy napisać ten post czy nie... Ale w końcu stwierdziłam, że napiszę..
Prowadzę swój FP na Fejsie już bardzo długo. Mam swoją grupkę klientów i klientek, z którymi współpracuję bardziej na stałe niż dorywczo. Są też osoby, które okazjonalnie coś zamawiają. Ale o co chodzi... Każdy, kto prowadzi swóją stronę czy bloga na fb i zajmuje się podobną działalnością Hand Made co ja, spotkał się na pewno nie raz z tym problemem. Może niektórzy się obrażą, że używam słowa "PROBLEM", ale tak.. dla mnie to już jest problem!
Ci co mnie znają, wiedzą, że jestem Mamą dwójki dzieci, nie pracuję zawodowo, dorywczo tylko, a swój wolny czas i serce poświęcam na swoją pasję jaką jest m.in. decoupage i biżuteria. Nie zarabiam na tym milionów, co by pewnie było wskazane, bo przecież każdy chciał by mieć swój biznes i zarabiać przysłowiowe kokosy. Ale rzeczywistość jest nieco inna:(
Mam już swoich fanów, często organizuję konkursy i sama też czasem biorę w udział jako sponsor u innych organizatorów.Lubię to! Przybywa fanów, klientów. Bardzo to cieszy:)
I pewnie teraz się zastanawiacie: "Noi gdzie ten Problem!"
No właśnie...
Problem....
Codziennie otrzymuję kilka lub czasem kilkadziesiąt wiadomości z prośbami o ofiarowanie fantów na licytację dla jakiś chorych dzieci, przedmiotów na konkurs charytatywny... Początkowo z chęcią wysyłałam różne rzeczy, zwłaszcza te, które mi zalegały, albo były zrobione, ale nie do końca byłam z nich zadowolona. Ale z czasem zaczęło mnie to męczyć... Niektórzy piszą wprost o co im chodzi, otrzymują ode mnie to co chcą, czyli fanta np na licytację, obiecuja reklamę jako sponsora i co... nie dość, że uciekają z mojego grona znajomych po zakończonych licytacjach, to mało tego po miesiącu czy dwóch piszą PONOWNIE!! Dostaję dokładnie taką samą wiadomośc... takiej samej treści... przedstawienie, na co idą pieniądze itp... No proszę WAS!! Kochani.... chore dzieci zawsze na każdego działają jednakowo... łapią za serce. Każdy chciałby pomóc jak może. Ale jeśli pomoże się raz, nie ma od tej osoby wdzięczności, mało tego kasuje ona swoje lubisie na stronie i siebie też z niej usuwa, a następnie zgłasza się ponownie, dokładnie z tą samą prośbą jak wcześniej, jakbyśmy się "poznawały", a przecież już się w pewnym sensie znamy... No to chyba jest już przesada,
Ciężko mi odmawiać, mam w pewnym sensie problemy z asertywnością, zwłaszcza jeśli cel idzie na dzieci.. Ale kurcze... Chyba czas postawić jakieś granicę.
Kochani!! Nie mogę robić ciągle wszytskiego charytatywnie, na cele dobroczynne, sponsorować wszystkich możliwych konkursów! Nie jest to możliwe po pierwsze ze względów finansowych, bo ja muszę zakupić materiały, poświęcić wiele godzin pracy i jeszcze wysłać przesyłkę za jakąś kwotę, też charytatywnie... Po drugie, jak też muszę zarobić. Też mam dzieciaki, które leczą się przewlekle i potrzbebuję czasem wora gotówki na leki...  Tym bardziej jest mi ciężko odmawiać. 
Nie jest to wszystko proste, mówić NIE i od razu robić sobie wroga w kimś... Bo zauważyłam, że jak zaczęłam odmawiać moje grono fanów na fb zaczęło topnieć... Bo każdy, kto zgłasza się do mnie polubia stronę, czasem coś skomentuje, wrzuca swoją prośbę po czym po mojej odmowie usuwa się z mojego "świata". To jest FER?? Chyba nie...
Nie wiem, z jaką częstotliwością takich spraw wy się wtykacie i jak sobie radzicie.. Może macie jakiś złoty środek na to? Nie mowię o blokowaniu wyjątkowo natrętnych osób, ale o jakimś wybrnięciu.. Mam na profilu zaznaczyć, że HandMade u Tity nie bierze udziało w charytatywnym rozdawaniu wszystkim możliwych rzeczy??!! Heh.. ciężka sprawa...

piątek, 12 lutego 2016

Wycinanki....

TAK!!MAMY FREZARECZKĘ!! Super ekstra wspaniałe CNC:D
Nie powiem, że początkowo byłam baaardzo zła na męża, bo przecież mamy ważniejsze wydatki, poważniejsze sprawy... Jednak z czasem, powoli, powoli, przekonuję się, że to był dobry pomysł:) No... pominę fakt, ze przez pierwszy okres to w ogóle nie miałam męża, bo jak nie w pracy, to wracał do domu i udawał się do piwnicy, gdzie znów spędzał czas i dzień do oporu :/ czasem, gdyby sama nie zadzwoniła i nie spytała, czy może już WRACA!, to chyba bym mu tylko mogła poduszkę zanieść:D
No ale w końcu efekty jego zabaw są całkiem fajne:) I myślę, że wszystko poprawi się na jeszcze większą korzyść i większą moją radość, jak posypią się konkretne zamówienia:) Puki co udało mu się "wyskrobać' kilka deseczek, wieżę Eiffla w 3D (taką fajną układankę do sklejenia, a właściwie model), serducha na podstawce i napis LOVE:)


Cudowny napis LOVE, idealny do postawienia na kominku, w salonie czy w sypialni:) Wersja oczywiście surowa, podszlifowana, do pomalowania:)
Serduszka na podstawce, surowe drewno, można oczywiście fajnie ozdobić:D


Deseczki, wycięte według wzoru, 
Wieża Eiffla, powiedzmy, że to 2/3 z całości:)






serduchowo!!!!


Był Dzień Babci i Dziadka-były serduszka!! Muszę przyznać, że trochę ich powstało:) Najfajniejsze oczywiście wrzucam dla Was:)
Dzień Babci i Dziadka, to na prawdę wyjatkowe święto. Mnie się zawsze miło kojarzyłam kochane Babcie, niestety została mi już tylko jedna.. więc warto się cieszyć, puki są i trzeba ich kochać! To samow wpajam moich dzieciakom:) I mam nadzieję, że kiedyś zrozumieją o co chodzi..:)
Dlaczego serducha... a dlatego, że chyba nic nam się lepiej nie kojarzy z okazywaniem uczuć i miłości! Wbrew pozorą serducha nie są tylko na Walentynki:P O dziwo walentynkowych serduszek nie mam w produkcji zamówieniowej...:D  Do wyboru było sporo opcji, sentencje, podpis od kochających wnucząt, wzory kwiatowe itp... Jednak miałam też swoje koncepcje sa serducho, takie spersonalizowane dla Naszej Kochanej babci:) Była bardzo bardzo szczęśliwa, nawet kilka osób jej zaznaczyło, że MA WSPANIAŁE WNUKI, ŻE TAKI PREZENT JEJ ZROBIŁY:D no nie da się ukryć-ma wspaniałe wnuki i wnusie:)
To tak wracając do prac, oto one:
(niestety, jakość zdjęć jest fatalna... no, ale do przeżycia puki co!"
Nie dało się zbyt wiele z nich zrobić, jak to się mówi pięknie: "z gówna perfum nie utoczysz...":D)


To początki... pierwsze szlify... Jeszcze koncepcja do końca nie wyklarowana:D

Już coś widać, że się dzieje...:)


To dla jednej Babci:)


To zamówienie dla Babci mojej Kumpeli



A to dla Naszej osobistej Babci:) Babcia opowiadała, że wszyscy, którzy przychodzą do niej w odwiedziny
nie mogą się napatrzeć. Nawet ksiądz jak był po kolędzie mówił, że musi mieć Babcia
bardzo kochające wnuki:D TAK!! BO MA:)











Trochę o wycenie rękodzieła z mojej perspektywy

Zainspirowana wciąż narastającymi dyskusjami w sieci odnośnie wycen swoich prac postanowiłam napisać takiego posta. Przedstawię tu swoje zdanie i swoją opinię na ten temat. Liczę się z tym, że za pewnie spora grupka osób niestety się ze mną nie zgodzi:) Ale liczę, że będą też osoby, które po przeczytaniu, stwierdzą: "No tak... racja...".
W internecie można spotkać przeróżnych twórców. Są ci zdolni, którzy cenią swoje rękodzieło, są Ci tacy jak ja, czyli Ci średnio profesjonalni:) Są też oczywiście tacy, którzy robią rzeczy niedbale, brzydko, często brzydko to nawet mało powiedziane.. i sprzedają je w dwóch kategoriach, w zależności chyba od własnego ego i potrzeb. Pierwsza kategoria to, nazwijmy ją, "Nie wiem co to decu, ale skoro wszyscy sprzedają sprzedam i ja!...". Cóż tu więcej można napiasać na ten temat...
Druga kategoria to osoby, tzw. "Srzedaję dla frajdy lub tp". Są tu osoby, najczęściej początkujące, które postanowiły sprzedać swoje prace, za jakąkolwiek cenę, ale sprawia im to frajdę. Są w tej grupie również tacy "rękodzielnicy", którzy początkowo rozdawali swoje wyroby, ale postanowili jednak je za groszę sprzedać, bo walają się gdzieś po domu czy po pracowni.
I właściwie wszystko byłoby ok, bo przecież każdy robi do swojego garnuszka, liczy się ze stratami, z zyskami przede wszystkim. Jednak... powstaje tu wiele sprzecznych teorii, czy aby na pewno każdy rękodzielnik, bez wzgędu  na to, czy jest początkujący, czy już wprawiony i doświadczony, robi tylko do swojego garnuszka...
I tu właśnie wyrobiłam sobie pewiem pogląd na ten temat, którym chciałam się z Wami podzielić.
Niestety, każdy z nas, tworząc rękodzieło wie doskonale, jak ten chleb smakuje... jak ciężko jest się czasem przebić, sprzedać, zarobić na działalność itp itd... Załużmy, że są dwie osoby, które zajmują się tym samym, czyli np decu. Jedna z nich jest doświadczona, tworzy cudne prace, wręcz zapierające dech! Sprzedaje swoje rzeczy w sklepie internetowym, niby nie narzeka... ale...
Jest obok sobie gdzieś tam druga osoba, która od czasu do czasu coś tam majstruje przy decu, niezbyt się na tym znając, tworząc rzeczy niedbałe, niechlujne, może niezauważalnie dla oka zwykłego Kowalskiego, ale dla Nas już widoczne i rażące... I teraz jest taka sytuacja-osoba pierwsza ma wystawioną piękną szkatułkę, po 100 zł, ta druga wystawia swoją po 25... widzicie różnicę cenową chyba od razu!:) I taki przeciętny Kowalski też to zauważy! Patrzy sobie na tą za 100 i na tą za 25. Stwierdza tak: "Ta za 100 jest piękna, ale bardzo droga.... może kupię tą za 25?" Albo jeszcze druga sytuacja, tu już Kowalski widzi różnicę w wykonaniu: "Ta za 100 jest piękna, ale bardzo droga... ta druga jest tania, ale nie podoba mi się... może znajdę coś podobnego, w innej cenie??" I znajduję taką szkatułkę np. za 50 zł, lub nawet na 40... Co się wtedy dzieje? Ano, że żadna z osób/wytwórców, nie zarobiła, w najgorszej sytuacji niestety jest osoba sprzedająca najdrożej. I nie tylko tutaj tak jest! To są codzienne sprawy, stykamy się z tym miliony razy dziennie! W sklepie, w księgarni, szukając materiałów do naszych prac... Zawsze patrzymy na cenę i wybieramy tą korzystniejszą... W rękodziele jest podobnie-szukamy w optymalnej cenie. I podkreślam, że mówię tu a takim Kowalskim! Nie mówię w ogóle o osobach, które znają temat, wiedzą czym jest rękodzieło, że to coś więcej niż tylko sam wyrób... że to nasza praca, nasze serce, nasz czas poświęcony na dopieszczenie każdego szczegółu... Taka osoba wie, że za dobre rękodzieło trzeba zapłacić więcej! Tu paradoksem jest to, że niestety nie zawsze cena idzie w parze za jakością... Ale właśnie osoba, która wie o co chodzi nie kupi byle czego za 100 zł... Wie, że aby coś tyle kosztowało, musi jakoś wyglądać, coś prezentować, być oryginalne..
Ale wracając do tematu... Niestety wciąż osób, które cenią NASZE rękodzieło, jest jak na lekarstwo. Najwięcej jest tych Kowaskich, którzy buszują szukając okazji... I niestety, wracając do sprzedawców rękodzieła, osoba, która sprzeda swoje rzeczy po taniości, nieświadoma tego, co robi, sprawia, że My, tacy już wprawieni mniej czy bardziej w rękodzieło, chcący zarobić na tym godne pieniądze a nie tylko okazjonalnie, tracimy w oczach klientów! Bo ludzie się szybko przyzwyczajają do niskich cen, do promocji, do rabatów.. a już najgorsze co może być do charytatywne rozdawanie rzeczy, bo ktoś powiedział, że dana cena "to za dużo!! Musisz sprzedać taniej bo nikt tego nie kupi!!" A właśnie ja mówię, że kupi! Kupi ten któś, kto ma o tym pojęcie. On kupi, będzie zadowolony i do nas wróci! Poleci nas znajomym, rodzinie... Powie, że by robimy piękne prace. A co z tą osobą, która sprzedaje, byle sprzedać?? Psuje nam rynek niestety... takie jest moje zdanie i nie wiem, czy ktoś mnie przekona, że jest inaczej... Ona sprzedaje za grosze i w ten sposób wyrabia sobie opinię "taniego sprzedawcy". Nie ważne, dobrego, czy złego... po prostu taniego. I teraz! Co z drogim rękodziełem?? No właśnie... spada on gdzieś na drugi plan, bo niestety najpier się patrzy na cenę, potem gdzieś tam w którejś kolejności na jakość... No i ponowie pytanie: Czy to prawda, że każdy rękodzielnik robi do swojego garnuszka??? Moja odpowiedź brzmi "NIE"! Robi do naszego wspólnego, rękodzielniczego... Nie mówię tu o zyskach, tylko bardziej o stratach.... stratach klientów, naszych zarobków... Długo mogłabym piasać na ten temat, bo jest to temat-rzeka! Nie umiem puki co zminić swojej opinii o tym, czy aby na pewno każdy powinien sprzedawać rękodzieła wedle własnego uznania... To tak jak z chińszczyzną-wszyscy wiemy, jaki to bubel a i tak kupujemy... I chyba na tym zakończe swoje wywody na dzisiaj;:)